Zwariowana matka

matka nadopiekuncza

Tak, jestem zwariowaną matką. Histeryczką, panikarą, przewrażliwioną na punkcie swoich dzieci. Każdy katar, gorączka, wysypka spędza mi sen z powiek, a każda poważniejsza choroba doprowadza do rozpaczy. Umysł podsyła mi najgorsze scenariusze, jakie można sobie wyobrazić. Podświadomie sama się nad sobą znęcam, kiedy oczami wyobraźni widzę od razu najtragiczniejszy rozwój wypadków. Ból brzucha może przecież okazać się poważnym zatruciem, utrzymująca się gorączka przerodzić się w sepsę, a kolejny z kolei katar jest za pewne objawem jakiegoś ukrytego nowotworu. To się dopiero nazywa masochizm. Katuję siebie samą takimi wizjami, co powoduje oględnie mówiąc istne szaleństwo. Sama siebie nakręcam na to, a najgorsze, że nic na to nie mogę poradzić. Tak już mam po prostu. Jedyne co próbuję, to zachować resztkę zdrowego rozsądku przy ocenie faktycznego stanu zdrowia moich pociech.
Może nigdy nie byłam nadzwyczajną optymistką, ale też nie byłam panikarą. Uważam za koszmar typ "jęczącego męczennika", który to zawsze ma najgorzej i jak mu to ciężko. Takie typy chcą ciągłego wsparcia, oczekują na ogół bezpodstawnego, ustawicznego pocieszania, które ma na celu poprawę ich samopoczucia, nigdy przy tym nie pytając o Twoje. Znacie takich ludzi? Ja spotkałam kilka takich osób.
Moja paranoja dotyczy chyba tylko moich dzieci i zaczęła się już w pierwszej ciąży. Potem była obsesja przed nagłą śmiercią łóżeczkową, sprawdzanie czy dziecko oddycha kiedy śpi za długo. Ponoć przy drugim to mija. Hmm... mnie nie minęło, chociaż może osłabło, albo po prostu miałam mniej czasu by to kontrolować.
Żeby nie wyjść przed samą sobą na całkiem zbzikowaną, którą najlepiej od razu w kaftan zapakować sądzę, że nie tylko ja sama jestem za to odpowiedzialna. Najpierw taka przyszła mamuśka chce nabyć wiedzy na temat macierzyństwa to czyta. No i tu się zaczyna... Do licha, przecież wszystkie te mądre gazetki, książki, poradniki, artykuły oprócz przydatnej wiedzy przekazują też co się złego zdarzyć może. Przecież inaczej skąd wiedziałabym co to jest syndrom nagłej śmierci łóżeczkowej? Ani moja mama, ani teściowa takiego pojęcia jakoś nie znały. Może się za bardzo doszkoliłam, albo przejęłam rolą? Jasne, dobrze jest pewne rzeczy wiedzieć, ale taką wiedzę trzeba umiejętnie filtrować. To tak jak z karmieniem piersią, smoczkiem, spaniem z dzieckiem, noszeniem na rękach itd. Nie wszystko da się zrobić książkowo, a czasem się w ogóle nie da. Cóż..., często te porady można potem sobie wsadzić wiadomo gdzie...
Taki delikatny twór jakim jest młoda matka, wsiąka w siebie niczym gąbka wiedzę o wszelkich zagrożeniach, jakie mogą spotkać jej latorośl. Do tego dochodzi telewizja. No to jest raj dla kolejnych czarnych wizji, które namnażają się niczym bakterie. Wystarczy oglądnąć wiadomości, a tam dziecko z gorączką trafiło do szpitala i nagle zmarło, drugie porwano, trzecie zamordowano, a czwarte wypadło z okna. Tego typu informacje to jak gwóźdź do przysłowiowej trumny dla przejętej matki, a obsesja tylko nabiera mocy. Filmy i seriale, to samo. No tak przecież nie dalej jak w ostatnim odcinku "Na dobre i na złe" umarło dziecko. I jak się tu masz człowieku odprężyć, jak Ci nawet tutaj stresu dokładają?
A wiecie co jest najgorsze? Że matką się jest zawsze i może to nigdy nie minąć. Teraz są choroby, za 10 lat problemy z dorastającą młodzieżą. A wymieniać można...co jak wpadnie w złe towarzystwo, alkohol, narkotyki, ktoś go zwerbuje do sekty, porwie, wywiezie za granicę, pobije, zrobi krzywdę?! Do tego dochodzi pedofilia, pornografia, mobbing. A jak trafi na jakąś zdzirę, która złamie mu serce? Nic dziwnego, że kobiety starzeją się szybciej od mężczyzn. Po prostu za dużo się martwią...
Problem tkwi w tym, że matka wariatka chce mieć kontrolę, a są rzeczy, które są od niej nie zależne. Dziś nie śpi, bo młode chore, jutro, bo będzie czekać w oknie czy bezpiecznie wróci z imprezy do domu. Taki już matki los... przecież matka też człowiek, więc wybaczmy, w końcu to przejaw troski. Jednak weź się w garść mamo, są rzeczy na które nie masz wpływu, ale nie możesz od razu z góry zakładać najgorszego. Tfu, bo jeszcze coś wykraczesz. Pomyśl pozytywniej, włóż czasem te cholerne różowe okulary, a nie zadręczaj się na zapas. Inaczej sama się rozchorujesz, a mamy przecież urlopu nie biorą.


Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Jeśli choć trochę Cię zainteresowało co napisałam, będzie mi bardzo miło jak zostawisz komentarz, a na pewno zajrzę do Ciebie.

BeeMammy © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka edytowany przez BeeMammy