Wizyta u lekarza na NFZ, a wizyta prywatna

lekarz nfz a lekarz prywatnie


Od prawie pół roku, czyli od momentu, kiedy nasze życie wywróciło się do góry nogami, przymusowo staliśmy się bywalcami u lekarzy różnych specjalizacji. Od chwili, w której dowiedziałam się o chorobie moich dzieci, dystrofii Beckera, miałam do czynienia z wieloma lekarzami. Część tych wizyt odbyła się prywatnie, a część na NFZ i właśnie ostatnia wizyta u neurologa zainspirowała mnie do podzielenia się swoimi przemyśleniami na  ten temat. 

Niestety różnica jaką miałam "przyjemność" poznać między wizytą prywatną, a nie prywatną, była znaczna. Pomijam fakt oczekiwania na wizytę na fundusz. Każdy kto chociaż raz wybierał się z dzieckiem do specjalisty wie, że terminy są kilkumiesięczne i w efekcie idzie się do lekarza prywatnie. Dobrze, jeśli na jednej lub kilku wizytach się kończy, ale nie zawsze tak jest. 

Cóż..., niestety zupełnie inny jest stosunek lekarza do pacjenta, albo jak w tym przypadku do rodzica pacjenta, kiedy idziemy i  płacimy po 200  lub 250 złotych za wizytę, niż kiedy idziemy za darmo. Niestety do lekarzy specjalistów typu neurolog, genetyk czy kardiolog ceny są wyższe, niż do powiedzmy alergologa czy dermatologa. Biorąc pod uwagę, że się idzie z dwójką dzieci, koszty możecie policzyć sobie sami i nawet program 500+ tu nie wiele daje.

Kiedy wizyta Cię tyle kosztuje, lekarz ma dla Ciebie mnóstwo czasu. Jest w stanie wszystko szczegółowo wytłumaczyć, nie zbywa Cię półsłówkami, nie lekceważy, wykazując się w zamian psychologiczną empatią, czyli podejściem takim, jakim powinien się wykazać normalny lekarz z powołania. 
Jeśli korzystasz z NFZ jakim cudem czas jest bardziej skumulowany, nie ma czasu na taki "szczegół" jak tłumaczenie rodzicom problemu. Badanie, ewentualnie skierowanie dalej i dziękuję, to wszystko. Owszem, dziecko pani doktor zbada, ale żeby odpowiedzieć na jakiekolwiek moje pytanie, czy rozwiać wątpliwość to moje oczekiwania okazują się już wygórowane. Każde moje pytanie zostało skwitowane "teraz nie pora o tym myśleć", albo "pani to może sobie wziąć głęboki wdech i się modlić". Dziękuję za takie podejście do rodzica, bo tak się składa, że lekarz, który bada dzieci musi także umieć rozmawiać z dorosłymi. Dodam, że pani doktor , u której byliśmy cieszy się dobrą opinią, jako specjalisty i tu powstaje moje pytanie, czy jednakowo zostałabym potraktowana idąc na prywatną wizytę? Może taka jest w stosunku do rodziców, w końcu dzieci zbadała wydaje mi się, że rzetelnie, a może miała gorszy dzień? Trudno powiedzieć.

A może to wynika z braku wiedzy na temat dystrofii Beckera właśnie, bo jak się okazuje, lekarze, zwłaszcza typowi pediatrzy nie wiele wiedzą o tak rzadkich chorobach, bezradnie rozkładają ręce i nic, ale to kompletnie nic nie umieją powiedzieć na jej temat. Pewnie gdyby nie przypadek, przez najbliższą dekadę by nas nadal kierowano do ortopedów. Statystycznie nasza choroba dotyka 1 na 18000 dzieci. Skoro mam dwójkę, to wyrabiam normę na 36 000 dzieci, niezły wynik. Ot taka autoironia.
Fakt jest jeden, że jeśli by się zapłaciło i lekarz podobnie by z rodzicem rozmawiał, jak wspomniana pani neurolog, nikt by do takiego lekarza, że wrócił drugi raz.

Oczywiście jest to moje subiektywne odczucie. Wierzę, że są lekarze, którzy jednakowym podejściem wykażą się dla wszystkich pacjentów. Na przykład pani doktor w szpitalu, gdzie trafiliśmy był bardzo pomocna. Chociaż stwierdzam, że kierowało nią współczucie do naszej sytuacji, wyraźnie nie wiedziała, jak mi powiedzieć jaka może być diagnoza. Nie mniej jednak na pewno są tacy lekarze i wszystkim tylko takich życzę.

A Wy jakie macie doświadczenia?

4 komentarze :

  1. Osobiście wolę chodzić prywatnie do lekarza choćbym miała słono zapłacić za taką wizytę niż iść na NFZ.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Osobiście wolę chodzić prywatnie do lekarza choćbym miała słono zapłacić za taką wizytę niż iść na NFZ.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest straszne, bo zwłaszcza rodzice chorych dzieciaczków powinni być inaczej traktowani. Lepiej. Lekarz, to zawód, ale powinien być powiązany z powołaniem... Chociaż patrząc na to z drugiej strony, ci ludzie harują jak woły, żeby skończyć studia, odbyć specjalizację, a jakby nie dorabiali w prywatnych przychodniach itp. zarabialiby w zamian głodowe pensje. Taka frustracja i jakieś tam wypalenie jest więc trochę zrozumiała. Ale w stosunku do większość, a nie do chorych dzieci. My jak z małą cokolwiek się dzieje nie tak i tak idziemy na prywatne wizyty bo mamy lekarza prywatnego do którego mamy zaufanie. A na NFZ to tylko bilanse i szczepienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza sie ale jakims ludzkim zrozumieniem lekarz musi sie wykazac. Jednak jak sie tez zdazylam przekonac nie wszyscy lekarze sa jedakowo wykwalifikowani takze pod wzgledem wiedzy niestety.

      Usuń

Jeśli choć trochę Cię zainteresowało co napisałam, będzie mi bardzo miło jak zostawisz komentarz, a na pewno zajrzę do Ciebie.

BeeMammy © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka edytowany przez BeeMammy