Dlaczego nie lubię świąt

nie lubie swiat

Święta to czas spędzany rodzinnie, czas spokoju, wypoczynku, ewentualnie skupienia i radości. Przynajmniej w teorii. W praktyce wygląda to nieco inaczej, przynajmniej dla kogoś, kto organizuje święta w domu, a nie wyjeżdża na długi weekend odpocząć od wszystkiego, w tym świątecznego zgiełku. Im jestem starsza tym bardziej zazdroszczę ludziom, którzy olewają wszystko i udają się na urlop w czasie świąt. Spytacie pewnie dlaczego ja tak nie robię? Co stoi na przeszkodzie, żeby spakować manatki, dzieci i pojechać gdzieś daleko. No cóż nie takie to proste przy trybie pracy męża, narzekaniu wszystkich wokół jacy to jesteśmy nierodzinni, no i dzieciom przydałoby się przekazać jakieś tradycje bądź co bądź. Jednak teraz rozumiem moją mamę, która zamiast cieszyć wolnym dniem, tak ja kiedy chodziłam do szkoły, była w święta zwyczajnie już zmęczona, bo dla niej świętowanie nie równało się nic nie robienie. Niestety moja pomoc przy krojeniu sałatki, albo siekaniu orzechów do ciasta, okazywała się niewystarczająca.

Porządki
Ale prawda jest brutalna  i niestety mało popularna. Jeśli powiem głośno " nie lubię świąt" jestem postrzegana jako zdziczały, nierodzinny i niepobożny dziwak. Ale z mojej perspektywy wygląda to nieco inaczej. Tydzień wcześniej należy rozpocząć obowiązkowe porządki. A jakże rozpoczynam. Jaki efekt? Otóż starki. Z chorym gardłem zmieniam firanki, myję podłogi sprzątam. Parę godzin później przy moich urwisach efektu nie widać, każde sprzątanie przypomina wtaczanie głazu przez Syzyfa na szczyt góry niestety. A co najgorsze okien i tak umyć nie zdążyłam. Mam nadzieję, że w piekle się za to smażyć nie będę.

Rodzinne spotkania
Planowanie rodzinnych obiadów to dla mnie zmora najgorsza i to nie dlatego, że nie lubię nikogo odwiedzać, albo że mam z teściową na pieńku, o nie. Problem jest inny, otóż ponieważ rodzina moja i męża mieszkają blisko nas, a tym samym blisko siebie, nikt nie bierze pod uwagę, że zajrzy się do jednych, a do drugich nie. O ile bez dzieci taki układ nie stanowi problemu, to z dwójką jest to logistycznie zwyczajnie nie wygodne i dla nich męczące, żeby obskakiwać dwie babcie w jeden dzień, kiedy każda by chciała, żeby to u niej spędzić większą część dnia i zjeść obiadek. Pozostaje więc rozdzielenie tej przyjemności na dwa dni. Wydawałoby się, że problem jest rozwiązany, ale gdzie tam. W problem wchodzi wyższość Wielkiej Niedzieli nad Lanym Poniedziałkiem, albo Wigilii nad Bożym Narodzeniem. Noż kurde,  nie dogodzi po prostu. Próbowałam rozwiązać problem sama robiąc Wigilię rok temu. Cóż, po prostu nie czuję się odpowiednio w roli gospodyni kilkunastoosobowej uczty. Co za święta jeśli jesteś uharowana po łokcie, zwłaszcza jeśli mężczyzna nie jest skory do pomocy w kuchni...I tu przechodzę do punktu kolejnego.

Kuchenna harówka
Gotowanie powinno być przyjemnością i od razu zastrzegam, ze nie jest tak, ze gotować nie lubię. Lubię, zwłaszcza kiedy chłopakom smakuje i mi mruczą przy jedzeniu, a piec lubię jeszcze bardziej, ale przy okazji świąt są to wyścigi. Na gwałt, żeby zdążyć upiec ciasta, zrobić sałatki, zdążyć się wyrobić ze wszystkim, a w dodatku mając dwóch pomocników, którzy bardzo intensywnie pomagają, nigdy nie wiem, co z tego pieczenia wyjdzie. No i jest ryzyko, że ciasto do świąt nie dotrwa, bo się może okazać za dobre.


To ja się pytam, gdzie ten czas na spokój i wypoczynek, odstresowanie się i wyciszenie?! Nie ma co liczyć, na takie cuda. Za to po świętach sobie odpocznę i zrelaksuję, a jak dzieci podrosną to przynajmniej raz, na jakieś święta zabierzemy ich na wakacje, żeby wszyscy dookoła zarzucili focha, a mama dwa dni w roku nie widziała garnków:)

Wesołych Świąt :)


Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Jeśli choć trochę Cię zainteresowało co napisałam, będzie mi bardzo miło jak zostawisz komentarz, a na pewno zajrzę do Ciebie.

BeeMammy © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka edytowany przez BeeMammy